Archive for the ‘Z psem przez stulecia’ Category

postheadericon KWESTIONOWANY POGLĄD

Pogląd ten jest jednak przez innych badaczy; kwe­stionowany. Obserwacja, która zdawała się potwierdzać możliwość „wolnej pamięci”, została kiedyś opubliko­wana przez zoopsychologa Bastiana Schmidta. Pewien myśliwy, któremu towarzyszył wyżeł Bhino, zastrzelił zająca i pozostawił go na miejscu, potem skręcił w lewo, a później zawracając w prawo zagłębił się w las razem z psem. Po dw;óch godzinach rozpoczął drogę powrotną, która prosto z lasu wiodła do majątku. Według relacji pies na skraju lasu  bez jakiegokolwiek wezwania po­pędził na miejsce, gdzie leżał zając (około 400 m odle­głości), wziął go w pysk i zawrócił do swego pana, który szedł bez zatrzymania naprzód i znalazł się tym­czasem’już prawie w połowie drogi między lasem a majątkiem.

postheadericon ANEGDOTYCZNY MATERIAŁ

‚Jest zupełnie pewne, iż pies nie mógł dostać żadnego „wiatru” ze strony, gdzie leżał zając, gdyż ukształtowanie terenu i absolutna bezwietrzna cisza uniemożliwiały to całkowicie.Niestety, chociaż nawet głośne nazwiska występują w charakterze sprawozdawcy, podobne opowiadania jeszcze nie stanowią dowodu. Albowiem taki „anegdo­tyczny materiał” jest niesprawdzalny i nasuwa nie tylko jedną-możliwość interpretacyjną, nawet gdyby został sprawdzony.Zresztą, aby zdobyć jakieś punkty  zaczepienia dla tezy o „wolnej” pamięci, nie trzeba koniecznie chodzić po polach jako myśliwy.

postheadericon PAMIĘĆ PSA

Do tego samego zagadnienia, co kwestia o „wolnej” lub „uwarunkowanej” pamięci psa, należy pytanie, czy pies potrafi marzyć. Śpiące psy od czasu do czasu się poruszają, niekiedy wyją, szczekają, łapią coś podczas snu. Ale czy to ma znaczyć, że odtwarzają wtedy spo­strzeżenia czyjejś twarzy lub nosa, że pojawił się przed nimi zając, którego ścigają, lub pan, stawiający przed nimi naczynie z jadłem, czy też znaczy to tylko po prostu, że jakieś. uczucia w nich raptem zakipiały? Udowodnić tu niczego nie można.

 

postheadericon POD GORĄCY SŁOŃCEM

Pod światło reflektora wzięte zo­staną tylko główne ogniska, a do nich zalicza się przede wszystkim środkowa Afryka. „Czarny Ląd” znany był dotąd jako raj dla. zwie­rząt. Lecz obecnie określenie to całkowicie straciło swój sens. W ostatnich dziesięcioleciach uprawiano w Afryce niesłychanie rabunkową , gospodarkę. Stan dzikiej fauny uległ straszliwemu zniszczeniu. Słonie, na przykład, owe miłe, wspaniałe postacie świata pier­wotnego, przedstawiciele dawnej „Afryki zwierzęcej” w pierwszym rzędzie zostały zdziesiątkowane przez bia- ‚ łego człowieka.

postheadericon ZBYT POSPOLITE

W Tanganice ich liczbę oceniało się już tylko na 650 egzemplarzy. Pesymiści zaś twierdzą, że po 1960 roku, być może, nie ma tam już ani jednego. Lecz bez względu ,na to, jak rozwijały się te sprawy v/ najnowszych czasach, zawsze wiele pisano o zwie­rzętach Afryki. I właśnie dlatego, iż żyje tam tyle ga­tunków nie znanych w Europie, podróżnicy i badacze prawie zawsze zapominali wspomnieć o psie. Zwierzę to wydawało im się zbyt pospolite na to, aby wyje­chawszy do Afryki, stamtąd dopiero dawać o nim wia- ! domości.

postheadericon JEDEN Z BADACZY

Jednym z nielicznych badaczy Czarnego Lądu, wspo­minających jednak o psie, był .niemiecki botanik Georg Schweinfurth, kióry w latach’siedemdziesiątych ubiegłego stulecia kilkakrotnie zwiedzał tamtejsze kra- je.-W swej drugiej podróży, która w roku 1868 wiodła go z,Chartumu wzdłuż Białego^Nilu między innymi: do takich krajów, jak Dinka, Bongo i Niamniam, ob­serwował często stosunek miejscowej ludności do psów. Gdzieniegdzie stwierdzał, iż pieczone psie mięso było poszukiwanym specjałem.

postheadericon CZŁONKOWIE PLEMIENIA

Rzeczą, znamienną jest, iż spożywały je właśnie te plemiona, które ciążyły ku ludożerstwu.,Tak np. Niamniamowie odnosili się do swych psów, małych, zbliżonych do szpiców i skłonnych dó zapasania się, z reguły jako do smacznych dań .w czasie uczty.’Schweinfurth chciał jeden egzemplarz tej’nie­znanej rasy pokazać hodowcom psów w swej ojczyźnie. Zakupił więc za dwa miedziane pierścionki sukę, prze­transportował ją ną grzbiecie wielbłąda *przez pustynię i  dowiózł nurtem-Nilu do Aleksandrii, lecz tutaj nie­stety‘zabiła się, spadłszy z drugiego piętra w hotelu. Członkowie plemienia Mittu również uważali psie mięso za specjał. Pewnego razu Schweinfurth był świadkiem, jak niby chrabąszcza na szpilkę nadziali na włócznię wałęsającego się po polu psa’ i z wielkim apetytem później go skonsumowali